czwartek, 6 czerwca 2013

I. Zakład ?

Myślę, myślę, że kiedy to wszystko jest już skończone, to powraca tylko przez mgłę, rozumiesz.
Jak kalejdoskop wspomnień
Powraca wszystko, z wyjątkiem jego samego.
Myślę, że gdy pierwszy raz go ujrzałam, jakaś cząstka mnie wiedziała co może się wydarzyć.
I naprawdę, nie chodzi tutaj o jego słowa, czy czyny.
Chodzi o uczucie, które pojawiło się razem z nim. Szalony wydaje się fakt, że nie mogę być pewna czy kiedykolwiek poczuję coś podobnego.
I nie wiem, czy powinnam to poczuć.
Wiedziałam, że jego świat poruszał się zbyt szybko i spalał wyjątkowo jasnym płomieniem, ale pomyślałam wtedy: "Jak diabeł mógłby pchać mnie w ramiona kogoś, kto przypomina anioła gdy tylko się uśmiechnie?".
Może to wiedział, kiedy mnie zobaczył
Zgaduję, że straciłam wszelką równowagę.
I myślę, że najgorszą częścią tego wszystkiego, nie było utracenie jego.
Tylko to, że zatraciłam siebie.
Podeszłam do ogromnej czarnej szafy. Wybrałam ulubione czarne jeansy i ulubioną miętową bluzkę z ćwierkami. Ubrałam czarną skórzaną kurtkę i wyszłam z domu. Wyjęłam słuchawki i puściłam muzykę. Maszerowałam w rytm dźwięku w moich uszach. Do czasu, gdy doszłam do szkoły. Pchnęłam białą furtkę, potem drzwi i wkroczyłam na korytarz. 
- Mam już ciebie serdecznie dość! 
- Ja ciebie też !
- To zostaw mnie i znajdź sobie inną dziewczynę !
- I tak zrobię ! Debilka !
- Palant !
Była właśnie lekcja, a na korytarzu Scarlett i Justin wyzywali sobie prosto w twarz co myślą. Podejrzewam, że mnie nie zauważyli. Scarlett szkolna barbie, tylko, że brunetka. Myśli, ze wszystko jej wolno i może rozkazywać komu chce i jak chce. Z kolei Justin to taki Ken. Bogaty, przystojny i wszystkie... prawie wszystkie dziewczyny w szkole chcą się z nim umówić. W prawdzie nie zachowuje się jak Scarlett, ale ten typ tak ma. Poprawiałam włosy i szłam dalej. 
- Czekaj !
Zatrzymałam Się i niepewnie spojrzałam przez ramię. Jus, jak to wszyscy na niego mówili nie miał za wesołej miny. 
- Słyszałaś ?
- Ja.. Nie tylko przechodziłam- rzekłam niepewnie.
- Jasne - dodał z sarkazmem. 
Złapałam pasek mojej Torby i udałam się na stołówkę. Siedziałam, aż do dzwonka. Wtedy dołączyła do mnie moja przyjaciółka Naomi. 
- Cześć Emily.
W geście porozumiewawczym pomachałam jej, popijając shek'a. 
- Słyszałaś nowe wieści ? Ponoć Jus i Scarlett nie są już razem. Rozstali się dosłownie kilka minut temu. Cała szkoła już o tym gada, a to znaczy okazję dla mnie - w  jej głosie słychać było nutkę ekstytacjii.
- Słyszałam..
- Nie cieszysz się ?
- I tak Scarlett to pusta lala i każdy wiedział, że a nią nie da się wytrzymać.
Przeniosłam wzrok na przyjaciółkę. Jej mina była co najmniej dziwna. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Ona pokiwała głową jakby chciała abym zamilkła. Nadal nie wiedziałam o co jej chodzi. Mój shek'e wylał się w skutek uderzenia dłonią o blat stolika. Obok mnie stała Scarlett z wściekłym wyrazem twarzy. 
  - Słucham pożałujesz tego co powiedziałaś przed chwilą. Ona jest tylko mój- zaśmiała się. 
Przestraszyłam się. wstałam i udałam się w stronę wyjścia. Po drodze potrąciłam kilka osób.
- Zaczekaj Emily !
W oddali słyszałam krzyki mojej przyjaciółki, ale mimo to nie zwalniałam tęmpa. Usiadłam na trybunach szkolnego boiska.  
- Ona jest potworem. 
Za swoich pleców usłyszałam głos. Głos 19- latka. 
- Tak - zaśmiałam się. 
- To cię bawi. To jak cię potraktowała. 
- Tak, bo łatwo mówić coś o kimś, nie myśląc o sobie.  
- Masz na myśli, że ja też jestem potworem ?
- Co ty taki zdziwiony. Mogę się założyć, że nie wytrzymasz bez niej lub bez żadnej innego miesiąca !
- Ehmm... Ok !
Zdziwiona odwróciłam się twarzą do chłopaka. 
- No co się tak gapisz ?
- A co nie mogę - dodałam zarozumiało. 
- Nie, nie możesz. 
- To ty tu przylazłeś za mną, a nie ja za tobą. 
- Żartujesz sobie?
- Z ciebie ? Tak. 
Chłopak skreślił mnie wzrokiem. Ja zaczęłam się śmiać. 
- Ogarnij się !
- Mieliśmy się założyć ?
- O co ?
Przez chwilę myślałam nad tym, ale doszłam do wniosku, że wystarczy mi satysfakcja. 
- O wygraną. 
- Tylko tyle. Mogę kupić ci samochód, biżuterie, dom, a ty mi. A ty chcesz się założyć o satysfakcję ? 
- Dokładnie, a poza tym nie przypominam sobie, abym była tak dziana jak ty.
- Nie jesteś bogata ? - chłopak podrapał się po szyi. 
- Nie. 
- Przecież twój ojciec ma firmę. 
- A co to przesłuchanie. 
- Robisz to specjalnie ?
Na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmieszek.
- Chcesz abym przegrał. Wiesz, że podobają mi się zadziorne panienki, a ty ja udajesz. W realu boisz się mnie i Scarlett. Boisz się wszystkich. Chcesz mi udowodnić moją winę. Problem w tym, że jest za silny dla ciebie. Słabeuszko. 
- Eghhh...
- Wiedziałem - znów się zaśmiał. 
Wściekła wstałam i otrzepałam moje spodnie. Jus rozsiadł się na trybunie i obserwował mnie. 
- Nie przypominam sobie, żebyśmy podali sobie ręce. Emily ? 
- Tak - natychmiast wyciągałam w jego stronę moją rękę, on zrobił to samo. 
- Cały miesiąc bez dziewczyn. Chcesz mnie zabić ? 
- Cześć. 
- Nara ! 
Spowrotem byłam w budynku szkoły. Udałam się na lekcje, która zleciała szybko. Gdy tylko zadzwonił dzwonek, szybko wybiegłam z klasy. Przechodziłam obok stolika Vip' ów. Usłyszałam jak ktoś się podśmiewując.Czy on miał rację, że jestem słabeuszką ? Zacisnęłam ręce w pięści i udałam się w drogę powrotną na boisko. Rozejrzałam się w poszukiwaniu mojego zakładu. Cisza. Koszykarze grają w kosza, vip'y robią to co vip' y, kujony jak zwykle uczą się. Mój wzrok wędrował po każdym z nich. Kiedy poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Przestraszyłam się. 
- Peeta !
- Emily !
- Przestraszyłeś mnie. 
- Przepraszam, ale miałem ważne sprawy związane z.... tymi różnymi sprawami.
- Rozumiem.
- Obejrzymy dziś Myszkę miki u mnie ? 
Zaśmiałam się, bo ten głupol miał już różne pomysły, ale takich dziecinnych chyba jeszcze nie.
- Niespodzianka !
- Peeta, wariacie.
- Jestem świetnym aktorem, co nie?
- Najlepszym.
- To zapraszam na shek'a. Będę ja, mam nadzieję, że ty. 
- I ?
- Jus z nową lasencją - przegryzł wargę. 
Złamał zakład. Głosik w mojej głowie, krzyczał hura !
- Czekaj telefon. 
Peeta odebrał, a ja już szykowałam się na wyśmianie tego debila. 
- Złe wieści.  Jednak to nie była dziewczyna Jus'a. On nie ma nowej dziewczyny i przyjdzie sam. 
- Ale, ale jak to ?
- No nie ma nowej dziewczyny. Mówi, ze nie umawia się teraz z dziewczynami. Choć to dziwne, Chłopak powinien iść do lekarza. 
Przeklnełam pod nosem. 
- Wiesz, nie mam ochoty. Spadam. 
- Ok.
Uderzyłam ręką o ścianę.